Moja Strategia Inwestycyjna 2017-2020

Od jakiegoś czasu zachęcam wszystkich swoich znajomych do planowania finansów. Początki bywają trudne, jednak pierwsze efekty pokazują, że warto poświęcać trochę czasu na planowanie domowego budżetu. Miesięczny czy roczny budżet jest krótkoterminowym spojrzeniem na finanse – wiele blogów traktuje na ten temat, więc można powiedzieć, że jest już mocno wyeksploatowany. A jakby tak spojrzeć na temat „finansów domowych” w dłuższej perspektywie? Może warto zbudować własną Strategię Inwestycyjną?


Wpis jest częścią cyklu tematycznego „Szkoła inwestowania”.


Jakiś czas temu opublikowałem na blogu wpis:
„Określenie profilu inwestora oraz budowa prostej strategii inwestycyjnej”.

Zapraszam do zapoznania się z powyższym wpisem – jest on teoretyczną bazą do dzisiejszego, w którym spróbuję określić swoją Strategię Inwestycyjną na lata 2017-2020. Bez znajomości powyższego wpisu wiele rzeczy umieszczonych poniżej może być nie do końca jasnych. Jeszcze raz zachęcam!

Dość długo ją dopracowywałem. Praktycznie była gotowa pod koniec grudnia, jednak wahałem się, czy się nią podzielić na blogu. W końcu zdecydowałem się to zrobić – chcę sprawdzić, jakie pozytywne strony ma planowanie długoterminowe oraz jakie problemy pojawią się w trakcie realizacji Strategii. Nie ukrywam, że okres czterech lat to kupa czasu, więc z pewnością pojawią się jakieś korekty „in plus” oraz „in minus”. Nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć.

Póki co najistotniejsze jest, aby szczerze odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań i zbudować realną strategię. Później wystarczy konsekwentnie dążyć do postawionego celu i reagować na pojawiające się wydarzenia. A takie z pewnością się pojawią – życie lubi zaskakiwać.

Czyli planujemy, kontrolujemy i reagujemy na bieżące wydarzenia wprowadzając stosowne zmiany – po prostu zarządzamy swoimi finansami 🙂 Mam nadzieję, że w praktyce nie okaże się to takie straszne!


UWAGA! Wszystkie konkretne, bezwzględne wartości liczbowe w poniższej Strategii są przekształcone, tzn. jeżeli piszę, że moim celem jest uzbieranie 120 tys. zł na mieszkanie wartości 200 tys. zł, to nie do końca jest to prawda. Prawidłową wartością może być ich wielokrotność, czyli np. 240 tys. zł wkładu na mieszkanie wartości 400 tys. zł.

Prawidłowe są wartości względne, czyli procentowe. Jeżeli podaję, że chcę uzbierać na wkład własny w wysokości 60% to tak jest. 

W ten sposób sens Strategii jest zachowany (relacje pomiędzy wartościami są prawidłowe!), a nie zdradzam Wam konkretnej kwoty moich oszczędności itp. Wybaczcie mi tę drobną niedogodność 🙂


Deficyt… to słowo bardzo często pojawia się w mediach i w naszych dyskusjach. Wydaje nam się, że wszyscy wiedzą, a przynajmniej ‚czują’, czym deficyt jest…

Czym jest deficyt?
Jak jest liczony?
Gdzie kryją się „pułapki”?
Czy warto sobie nim zawracać głowę?

Poznaj odpowiedzi na powyższe pytania we wpisie: „Deficyt deficytowi nierówny…

 


Profil inwestora

Jaki jest mój cel inwestycyjny?

Posiadam kilka celów inwestycyjnych.

Pierwszym celem do zrealizowania jest zakupu mieszkania. Zdaję sobie sprawę z faktu, że w rozsądnym czasie nie zbiorę 100% wkładu na zakup. W perspektywie 4 lat chcę zebrać środki pozwalające na pokrycie wkładu własnego w wysokości ok. 60-70% wartości nieruchomości. Biorąc pod uwagę, że nieruchomość kosztuje ok. 200 tys. zł, na wkład własny potrzebuję 120-140 tys. zł. Resztę sfinansuję kredytem hipotecznym.

Jeśli uda się zrealizować cel nr 1, drugim celem oszczędzania i inwestowania jest szybsza spłata kredytu hipotecznego, zamiana mieszkania na większe lub budowa domu – w zależności od potrzeb w przyszłości. W każdym razie cel związany jest z komfortem mieszkania – większe, wygodniejsze warunki lub brak kredytu hipotecznego obciążającego co miesiąc domowy budżet.

Trzeci cel inwestycyjny jest w tej chwili mocno odległy – chcę oszczędzać na ‘przyszłość’ oraz emeryturę. W tej chwili trudno sprecyzować co to znaczy ‘na emeryturę’. Czy aby przeżyć? Aby podróżować po świecie? Aby mieć na leki? W każdym razie zabezpieczenie przyszłości jest ważne. Swojej i swojej rodziny.

Póki co chcę się mocno skoncentrować na pierwszym celu – zakupie nowego mieszkania. I właśnie zakupowi mieszkania będzie podporządkowana Strategia.


Jaka jest moja sytuacja finansowa?

W tej chwili moją sytuację finansową oceniam jako dobrą. Pracuję w oparciu o umowę o pracę, comiesięczne zarobki pozwalają na życie na zadowalającym poziomie oraz na oszczędzanie ok. 800-1200 zł. Dostaję również premię kwartalną uzależnioną od wyników, którą zazwyczaj w całości przeznaczam na oszczędności. Patrząc w skali roku, jestem w stanie zaoszczędzić ok. 15 tys. zł, czyli 1250 zł miesięcznie.

W tej chwili nie istnieje wysokie ryzyko utraty pracy. Zdaję sobie jednak sprawę, że w przypadku utraty pracy znalezienie nowej z podobnym wynagrodzeniem nie będzie kwestią 1-2 miesięcy. Może być znacznie trudniej, dlatego oszczędności traktuję również jako poduszkę finansową na trudniejsze czasy.

Jest szansa, że w ciągu czterech kolejnych lat (okres pierwszego celu inwestycyjnego) uda mi się awansować lub znaleźć lepiej płatną pracę, dzięki czemu realizacja celu będzie łatwiejsza. Dlatego istotny jest samorozwój. Skończyłem niedawno studia podyplomowe, od przyszłego roku firma zasponsoruje mi konwersacje w języku angielskim. Również na własną rękę zamierzam zacząć naukę języka niemieckiego. Umiejętności językowe nigdy nie były moją mocną stroną, a dziś są istotne – bez względu na stanowisko i branżę, w której pracujemy.


Ile mogę przeznaczyć na inwestycje?

Moje oszczędności wynoszą 45 tys. zł. Miesięcznie, co opisałem w powyższym punkcie, średnio mogę odkładać 1250 zł, czyli 15 tys. zł rocznie.

W chwili obecnej na inwestycje mogę przeznaczyć całą zaoszczędzoną kwotę i uzupełniać ją o bieżące wpływy. Zdaje sobie jednak sprawę, że w razie nagłej potrzeby będę „podkradał” pieniądze z oszczędności. Na przykład posiadam dość stary samochód, który z prawdopodobieństwem graniczącym pewności będzie w perspektywie 3-5 lat wymagał napraw lub wymiany na nowy. Również inne duże wydatki, których dziś nie potrafię zaplanować, realizowane będą z oszczędności.


Ile mogę stracić?

Środki, które mogę przeznaczyć na inwestycje są spore w stosunku do mojego wynagrodzenia czy też rocznych możliwości oszczędnościowych. W obecnej sytuacji na 45 tys. zł musiałbym odkładać trzy lata. Z tego powodu każde wahanie wartości portfela o 10-20% wywołuje we mnie emocje.

W perspektywie jednego roku mogę zaakceptować stratę 20%. W perspektywie dwóch lat ok. 35%. Dłużej niż dwa lata bessa nie powinna trwać, więc 35% jest maksymalnym spadkiem wartości portfela, który jestem w stanie zaakceptować.


Jaki jest horyzont czasowy inwestycji?

Horyzont czasowy wynika bezpośrednio z celów inwestycyjnych. Najbliższy cel to 4 lata. Najdalszy właściwie nie ma daty końcowej. Oszczędzać i inwestować zamierzam cały czas – oczywiście po drodze korzystając z zebranych sum.


Ile czasu mogę poświęcić na śledzenie inwestycji?

Stosunkowo dużo, między innymi z racji wykonywanego zawodu, który częściowo pokrywa się tematycznie z problematyką inwestowania. Na potrzeby zawodowe muszę obserwować sytuację gospodarczą kraju, analizuję sprawozdania wybranych firm itp.

Myślę, że rozsądne jest poświęcenie ok. 6 h tygodniowo na inwestowanie (średnio 1 h dziennie bez niedzieli).

Do śledzenia portfela polecam MyFund.pl – świetne narzędzie, dzięki któremu bardzo szybko będziemy mogli przejrzeć wartość naszych inwestycji!


Co wiem na temat giełdy, ekonomii, inwestycji?

Z rynkiem kapitałowym mam do czynienia od około 10 lat. W tym czasie pozyskałem dość dużą wiedzę, jednak staram się zachować pokorę – na pewno nie wiem wszystkiego i z respektem podchodzę do giełdy i inwestowania.

Jak wspomniałem wyżej, inwestowanie to nie tylko zajęcie po godzinach. Analiza finansowa, zasady rachunkowości, śledzenie danych makroekonomicznych i zależności pomiędzy nimi to wiedza, którą wykorzystuję w pracy zawodowej. Jest mi nieco łatwiej, niż osobie rozpoczynającej przygody z inwestowaniem ‚od zera’.


Podsumowanie profilu inwestora

  • Posiadam jasno zdefiniowane cele, choć nie będą one łatwe do osiągnięcia.
  • Kwota, którą jestem w stanie przeznaczyć na inwestycje jest już stosunkowo duża, a w przyszłości będzie rosnąć o wartość regularnych wpłat z comiesięcznych oszczędności (chyba, że pojawią się duże, nieplanowane wydatki).
  • Skłonność do ryzyka na umiarkowanym poziomie – oszczędzam i inwestuję w celu zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych, więc nie chcę mocno ryzykować, co jest zrozumiałe.
  • W budowie rozwiązania inwestycyjnego należy znaleźć kompromis pomiędzy jak najlepszą ochroną kapitału, a stopą zwrotu pozwalającą na osiągnięcie celu inwestycyjnego.
  • Posiadam wiedzę i doświadczenie, aby samodzielnie zarządzać swoimi oszczędnościami. Dodatkowo staram się ciągle rozwijać w tym kierunku.

Deficyt… to słowo bardzo często pojawia się w mediach i w naszych dyskusjach. Wydaje nam się, że wszyscy wiedzą, a przynajmniej ‚czują’, czym deficyt jest…

Czym jest deficyt?
Jak jest liczony?
Gdzie kryją się „pułapki”?
Czy warto sobie nim zawracać głowę?

Poznaj odpowiedzi na powyższe pytania we wpisie: „Deficyt deficytowi nierówny…

 


Strategia Inwestycyjna 2017-2020

Zbudowanie portfela zapewniającego ochronę kapitału i wysoką stopę zwrotu jest w praktyce bardzo trudne do osiągnięcia. Ponieważ cel inwestycyjny jest poważny – zakup nieruchomości jest dla większości osób największym wydatkiem w życiu – stawiam przede wszystkim na zabezpieczenie kwoty, która będzie stanowiła fundament pod przyszły wkład własny.

Jeśli wartość nieruchomości wynosi 200 tys. zł i chcę ją kupić za cztery lata, to minimalny akceptowalny przeze mnie wkład własny wynosi 50%, czyli 100 tys. zł. Celem inwestycyjnym jest oczywiście 60-70%, jednak minimum, w przypadku niepowodzenia inwestycji w akcje, wynosi 50%. Strategia powinna więc uwzględniać ochronę kapitału na poziomie 100 tys. zł po 4 latach.

W ciągu czterech lat zaoszczędzę 4*15 tys. zł = 60 tys. zł. Całą kwotę przyszłych oszczędności chcę przeznaczyć na bezpieczne aktywa – lokaty, obligacje – jako zabezpieczenie kapitału. Dodatkowo na bezpieczne aktywa proponuję przeznaczyć 20 tys. zł z obecnych oszczędności (z 45 tys. zł). Razem daje nam to kwotę 80 tys. zł (60 tys. zł + 20 tys. zł) przeznaczoną na zabezpieczenie kapitału. Zakładam, że w trakcie kolejnych czterech lat nie pojawi się sytuacja, która zmusi mnie do wypłaty środków z kont oszczędnościowych. Przy 2% stopie zwrotu netto (ok. 2,5% brutto) po czterech latach wartość oszczędności w bezpiecznych aktywach będzie wynosić ok. 84 tys. zł.

Jeśli z bieżących oszczędności (45 tys. zł) 20 tys. zł przekażę na bezpieczne aktywa, to na agresywną politykę inwestycyjną zostaje 25 tys. zł. W początkowej fazie inwestowania agresywna część portfela stanowić będzie aż 56% wartości portfela. Z czasem udział ten będzie maleć ze względu na regularne dopłaty oszczędności do bezpiecznych aktywów. Chyba, że wartość agresywnej części portfela będzie bardzo mocno rosnąć, czego sobie życzę!

Znacznie trudniejsze jest oszacowanie stopy zwrotu z agresywnej części portfela, tj. 25 tys. zł, które przeznaczę do zainwestowania głównie w akcje spółek giełdowych. Dlatego pokusiłem się o przygotowanie kilkunastu wariantów ostatecznej wartości portfela w zależności od stopy zwrotu z agresywnej części portfela – od pesymistycznych do bardzo optymistycznych.

Analizując dane przedstawione powyżej, w oczy rzucają się trzy warianty (z przedstawionych aż 15 wariantów!).

Pierwszym wariantem (pesymistyczny), na który warto zwrócić uwagę jest wariant zakładający 10% stratę rocznie na inwestycjach w agresywne aktywa. Przy takiej stracie po czterech latach wartość portfela pozwoli na sfinansowanie 50,22% wartości nieruchomości. Więc -10% jest najgorszym wynikiem, o jaki może rocznie spadać wartość inwestycji w akcje, abym zrealizował cel minimum. Oczywiście cel minimum mnie nie zadowala – pozwoli jedynie na zachowanie kapitału w akceptowalnej części.

Drugim wariantem (neutralny), który zaznaczyłem w załączniku jest stopa zwrotu w wysokości 0%. Jeśli portfel agresywny zachowa się neutralnie, to po czterech latach będę mógł sfinansować 54,52% wartości nieruchomości.

Trzeci zaznaczony wariant (optymistyczny) to roczna stopa zwrotu netto z agresywnych inwestycji w wysokości 10%. Taka stopa zwrotu pozwoli na zebranie kapitału potrzebnego na sfinansowanie 60,32% wartości mieszkania. 60-70% jest moim celem inwestycyjnym (opisanym w pierwszym punkcie), więc aby go zrealizować, akcje w moim portfelu powinny rosnąć w tempie 10% netto rocznie. Czy jest to wartość realna? Na pewno tak, ale przy dobrym rynku. Trudno przewidzieć, jak zachowa się giełda w kolejnych czterech latach.

Tak dobrana strategia inwestycyjna pozwoli zabezpieczyć minimalny oczekiwany wkład własny potrzebny do zakupu nieruchomości (50%). Dobra selekcja spółek giełdowych oraz trochę szczęścia – hossa na giełdzie – pozwolą na zbudowanie kapitału zgodnego z celem inwestycyjnym (wkład własny w wysokości 60-70% wartości nieruchomości).

Poniżej przedstawiono graficzne założenia strategii inwestycyjnej – trochę przejrzyściej 🙂


Strategia Inwestycyjna 2017-2020 w kilku punktach
  1. Oszczędności dzielimy na dwie części – portfel bezpieczny i portfel agresywny.
  2. Portfel bezpieczny służy do ochrony kapitału, dlatego inwestujemy w lokaty, konta oszczędnościowe i obligacje. Celem jest zabezpieczenie wkładu własnego na poziomie 50% wartości nieruchomości po czterech latach inwestycji.
  3. Portfel agresywny jest częścią, którą mogę zaryzykować na rynku kapitałowym – jest ryzykowny, ale może zbudować wartość dodaną do wkładu własnego. Wynik tej części portfela uzależniony jest od osiągniętej stopy zwrotu – poszczególne warianty zostały opisane w Tabeli powyżej.
  4. Z obecnych oszczędności, czyli 45 tys. zł, 20 tys. zł przeznaczone zostaje do portfela bezpiecznego, a 25 tys. zł do portfela agresywnego.
  5. Bieżące comiesięczne oszczędności zasilają portfel bezpieczny.
  6. Brak dopłat do portfela agresywnego w ciągu kolejnych czterech lat.
  7. Zakładam brak wypłat z portfela.
  8. W zależności od stopy zwrotu portfela agresywnego, po czterech latach wartość inwestycji pozwoli na sfinansowanie zakupu mieszkania w 50-70%.

Punkt 7. nie bez powodu jest zaznaczony na czerwono. Jest to najsłabszy punkt Strategii, w dodatku trudny do przewidzenia. Jeżeli w ciągu czterech kolejnych lat wystąpią zdarzenia, które zmuszą mnie do wydania większych pieniędzy, to Strategia będzie musiała być mocno przebudowana. Nowy samochód (o czym już wspomniałem), potomstwo wcześniej niż w planach, choroba (odpukać!). Potencjalnych wydarzeń (niestety zwykle tych negatywnych) jest całkiem sporo. Oczywiście po cichu liczę, że w ciągu 2-4 lat uda mi się zwiększyć swoje zarobki, co też nie pozostanie bez wpływu na comiesięczne oszczędności. Będę na bieżąco monitorował zmiany.


Podsumowanie – czy warto?

Może ci się wydawać, że powyższe podejście to przerost formy nad treścią. Oczywiście dla osób, które nie przepadają za analizami i liczbami tak będzie. Trudno ich zmusić do prowadzenia budżetu domowego, czy planowania finansów w perspektywie kolejnych kilku lat. Wolą żyć spontanicznie – ich wybór. A co więcej – czasem im zazdroszczę 🙂 U mnie wszystko musi być aż zanadto poukładane 😉

Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. W końcu każdy z nas w głowie nosi jakieś cele – chce kupić w przyszłości dom, wybrać się w podróż dookoła świata lub kupić wymarzony samochód. Przelanie swoich celów na papier oraz zbudowanie własnego profilu inwestora (te kilka pytań naprawdę pozwala rozjaśnić umysł – tylko szczerze!) i strategii inwestycyjno-oszczędnościowej pozwoli na skuteczniejszą realizację swoich marzeń. Przecież nikt nie każe Wam zostać guru inwestycyjnym – nie musicie nawet ani złotówki ulokować w akcjach, jeśli się na tym nie znacie i nie chcecie poznać. Na początek wystarczy, że zaczniecie skuteczniej oszczędzać.

Na zbudowanie Strategii poświęciłem około 2 godzin czasu. Później wystarczy raz w miesiącu poświęcić godzinkę, aby zobaczyć, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli nie, to dlaczego? Zbyt optymistyczne określenie celów? Brak kontroli wydatków? Zdarzenia niezależne od nas, np. awaria samochodu lub choroba? Tego nie unikniemy i nie jesteśmy w stanie uwzględnić w swoich planach. Właśnie dlatego warto raz w miesiącu spojrzeć do swojej Strategii, zweryfikować, czy wszystko idzie zgodnie z planem i ewentualnie skorygować. Również w górę jeśli wyznaczyliśmy sobie zbyt skromy cel lub nie przewidzieliśmy możliwych pozytywnych zmian, np. otrzymaliśmy podwyżkę, awansowaliśmy lub dostaliśmy spadek!

Na bieżąco będę starał się informować Was, czy wszystko idzie zgodnie z planem (w comiesięcznym ‚Podsumowaniu portfela’), czy zmieniłbym coś w podejściu do tworzenia Strategii itp.

Jestem jednak przekonany, że jest to słuszne podejście. Mnie nie męczy (weszło w krew), a poświęcony czas jest niewielki w stosunku do potencjalnych korzyści (5 minut dziennie na budżet, teraz dojdzie godzinka miesięcznie na kontrolę Strategii). Dużo więcej czasu codziennie marnujemy ‚na głupoty’. Widzę po sobie, że odkąd planuję i monitoruję swoje wydatki zdecydowanie racjonalniej zarządzam swoimi pieniędzy. Bardziej je szanuję. Wierzę, że cele długoterminowe pozwolą mi na jeszcze lepszą kontrolę swoich pieniędzy.

Co ważne, a może najistotniejsze: przyglądanie się swoim finansom nie spowodowało spadku jakości mojego życia. Boi się tego wiele osób myśląc, że planowanie i kontrolowanie swoich finansów polega przede wszystkim na rezygnowaniu z przyjemności. To nieprawda. Polega na znajdywaniu takich miejsc, przez które ‚wypływają’ pieniądze, a nie dostajemy niczego w zamian. Za drogie OC (sam znalazłem niedawno korzystną ofertę), zbyt częste jedzenie fast-foodów na mieście (zdrowie i pieniądze!), nadużywanie coca-coli (z tym idzie mi ciężko 🙂 ), branie taksówki na 1,5 km zamiast spaceru i wiele innych rzeczy, które Was zadziwią, gdy zaczniecie prowadzić swój własny domowy budżet. Warto również rozejrzeć się za jakimś dodatkowym źródłem dochodów (chociaż to bywa trudniejsze!). Wpływ takich drobnych oszczędności oraz małych dodatkowych wpływów opisałem tutaj – zachęcam do lektury.

Zwykle jest dokładnie odwrotnie niż większość się spodziewa: prowadzenie budżetu oraz długoterminowe spojrzenie na własne finanse pomaga uporządkować swój świat i środki, które wcześniej trwoniliśmy ‚na głupoty’ przeznaczyć na rzeczy, o których zawsze marzyliśmy. W ten sposób kupiłem w zeszłym roku rower, o którym zawsze marzyłem. Zacząłem aktywniejszy tryb życia, co pewnie pozytywnie wpłynęło na moje zdrowie (hmm.. smog?! jeżdżę głównie po lasach 😀 ).

Dzięki kontroli swoich wydatków oraz koncentrowaniu się na samorozwoju zwiększyłem swój poziom życia oraz liczę, że w miarę szybko uda mi się zrealizować cele inwestycyjne. W każdym razie szybciej, niż gdybym niczego nie planował!

Praca nad budżetem i Strategią pozwala mi także odkrywać moje słabe strony. Myśląc „co zrobić, aby więcej zarabiać?” uświadomiłem sobie, że moją słabą stroną są języki obce. Z angielskim jest w miarę OK, ale przydałaby się znajomość drugiego języka w stopniu co najmniej komunikatywnym. Tym sposobem zaczynam od końca lutego kurs niemieckiego, a w przyszłym roku chciałbym się wybrać na studia podyplomowe (kolejne).

W efekcie planowanie swoich finansów, czy to za pomocą budżetu domowego, czy długoterminowej Strategii, pomaga mi się rozwijać i realizować marzenia. I o to chodzi. Mam nadzieję, że spróbujecie i sami się przekonacie, że warto!


STOP

Zapisałeś się już na listę wybrańców? 🙂

-> błyskawiczna informacja o nowych wpisach

-> informacja o zmianach wskazań barometru makro

-> informacja o wynikach portfela inwestycyjnego

 

 

Podziel się:

3 komentarze

  1. Pingback: Ponad Kreską – Benchmark do mojej Strategii Inwestycyjnej

  2. Pingback: Ponad Kreską – Wskaźnik CLI – dane za kwiecień 2017

  3. Pingback: Ponad Kreską – Podsumowanie portfela – październik 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *