Wraca inflacja! Co z oszczędnościami?

Stało się. Zapowiadana od kilku miesięcy inflacja w końcu pojawiła się. Zgodnie z komunikatem GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych były w grudniu 2016 roku droższe o 1,8%, niż rok wcześniej (grudzień 2015 r.). Póki co inflacja pozostaje pod kontrolą i jest niewielka (i prawdopodobnie nie będzie dużo wyższa), jednak już w takiej wysokości w dłuższym terminie potrafi „ukraść” nieco z naszych oszczędności. Jak się przed nią bronić?


Komunikat na stronie Głównego Urzędu Statystycznego na temat inflacji CPI

Wpis jest częścią dwóch cykli tematycznych, które serdecznie polecam:

  1. Budżet domowy
  2. Szkoła inwestowania

CZY INFLACJA JEST LICZONA PRAWIDŁOWO?


Czym jest inflacja? Myślę, że temat ten bardzo przystępnie wytłumaczony jest na portalu NBP pod tym adresem. Najprościej możemy powiedzieć, że inflacja to tempo, w jakim w danym okresie (najczęściej rok) rosną ceny usług i towarów konsumpcyjnych.


Przez ostatnie cztery lata większość z nas zdążyła zapomnieć o inflacji – ceny towarów i usług konsumpcyjnych w koszyku przygotowanym przez GUS nie zmieniały się, albo wręcz spadały (deflacja)! Zmiana zaszła w grudniu – pojawiła się inflacja w wysokości 1,8% r/r! Tym samym wróciła do ‚korytarza’ wyznaczonego przez NBP jako ‚cel inflacyjny’.

Inflacja CPI oraz cel inflacyjny NBP:

Dlaczego wyżej podkreśliłem ‚koszyk GUS’? Dlatego, że dla celów liczenia inflacji, GUS przygotowuje wzorcowy koszyk inflacyjny, który odzwierciedla zakupy przeciętnego Kowalskiego. Z punktu widzenia całego społeczeństwa taki sposób liczenia inflacji można uznać za prawidłowy, ale konkretne osoby mogą go zakwestionować, co też się dzieje, jeżeli spojrzymy na komentarze pod artykułami:

„Zwykłego szarego Kowalskiego nie interesuje, że przykładowo okręty i lokomotywy staniały, tylko że chleb i masło podrożały. Magia statystyk”

„Przecież to kompletna bzdura, bo inflacja to jest średnia cen z danego koszyka. Załóżmy, że oszczędzam na samochód, wkładam pieniądze na lokatę 2%, ale po roku samochody tanieją o 3%, więc zyskałem podwójnie”

Obie osoby mają po części rację, chociaż dość dosadnie wyrażają swoją opinię.

Pierwszy komentarz o „okrętach i lokomotywach” można potraktować jako krytykę składu koszyka GUS. „Jeżeli coś jest przystosowane do wszystkich, to nie pasuje do nikogo”. Rzeczywiście, inflacja podawana przez GUS może nie odpowiadać naszej ‚prywatnej inflacji’, ponieważ struktura naszych wydatków jest inna, niż skład koszyka inflacyjnego przygotowanego przez GUS. Nie możemy jednak zapominać, że nie jest to błąd! Błędem byłaby próba przenoszenia własnych nawyków konsumpcyjnych na całą populację.

W zasadzie drugi komentarz nawiązuje do tego samego – do sposobu liczenia inflacji. O ile bieżące wydatki mają niewielkie odchylenia w stosunku do koszyka inflacyjnego GUS, to nasze oszczędności mogą podlegać innym prawom. Komentujący ma rację, że jeżeli oszczędzamy na samochód, to powinniśmy patrzeć na ceny samochodów. Sam prowadzę Portfel inwestycyjny zbierając środki na zakup nieruchomości – dla mnie miarą inflacji (dla oszczędności) powinna być cena transakcyjna 1m2 mieszkania w lokalizacjach, które mnie interesują.

Cieszę się, że osoby, które napisały powyższe komentarze są świadome sposobu liczenia inflacji. Tylko czy ich argumenty świadczą o tym, że inflacja CPI jest „kompletną bzdurą”? Moim zdaniem nie. Póki co, nie wymyśliliśmy sposobu mierzenia inflacji, który byłby indywidualnie dopasowany do każdego obywatela. I nigdy nie wymyślimy!

Inflacja CPI publikowana przez GUS stosunkowo dobrze odzwierciedla wzrost ‚kosztów bieżącego życia’ przeciętnego obywatela. Należy pamiętać, że inflacja CPI ma odzwierciedlać tempo wzrostu cen i usług konsumpcyjnych dla grupy badanej, która jest dobrana w taki sposób, aby wiernie odzwierciedlała przekrój całego społeczeństwa. Na potrzeby statystyki publicznej tak liczona inflacja jest poprawna.


Jeżeli chcemy poznać naszą ‚prywatną inflację konsumpcyjną‚ musimy prowadzić budżet domowy, do czego serdecznie zachęcam! Dopiero wtedy będziemy wiedzieć, jaka jest nasza struktura wydatków oraz o ile wzrosły koszty podstawowych towarów i usług, które najczęściej kupujemy.

Jeżeli chodzi o ‚inflację oszczędnościową‚ to przede wszystkim musimy wiedzieć, na co chcemy przeznaczyć oszczędności. A do tego przydaje się własna Strategia inwestycyjna.

Podział na inflację ‚konsumpcyjną’ i ‚oszczędnościową’:


Od początku 2017 roku prowadzę swój portfel inwestycyjny zgodnie ze Strategią Inwestycyjną.

Istotne jest, aby wyznaczyć sobie cel i konsekwentnie go realizować!

Polecam dwa wpisy na blogu związane ze Strategią:

  1. Teoretyczne podejście do tworzenia Strategii – pomoże ci stworzyć własną!
  2. Opis mojej Strategii Inwestycyjnej na lata 2017-2020

CZY BĘDĘ UWZGLĘDNIAŁ WPŁYW INFLACJI NA MOJE OSZCZĘDNOŚCI?


Dotychczas w podsumowaniach wyników Portfela inwestycyjnego nie uwzględniałem inflacji. Z bardzo prostej przyczyny – inwestuję od drugiej połowy 2013 roku, a w tym czasie inflacja była ‚zerowa’. Również moja ‚prywatna inflacja’ oszacowana na podstawie budżetu domowego była bardzo niska lub wręcz miała miejsce deflacja (największy wpływ na wahania w moim przypadku mają ceny paliw!).

Inflacja CPI (GUS) w okresie mojego inwestowania:

Być może nadszedł czas, aby uwzględniać wpływ inflacji na oszczędności?


Jeżeli odpowiedź na powyższe pytanie będzie twierdząca, to staniemy przed kolejnym: „Czy możemy stosować inflację podawaną przez GUS? A może lepiej stosować ‚własną inflację’ dostosowaną do struktury wydatków lub do celu, który zamierzamy sfinansować z oszczędności?„.

Znacznie prostsze jest stosowanie inflacji podawanej przez GUS. Jest podana ‚na tacy’ i nie wymaga od nas dodatkowego wysiłku w postaci prowadzenia budżetu domowego, porównywania cen najczęściej kupowanych usług i towarów, sprawdzania cen nieruchomości, samochodów lub innych rzeczy, które zamierzamy sfinansować z oszczędności. A co, jeżeli oszczędzamy na sfinansowanie bliżej niesprecyzowanego celu? Emeryturę? Edukację dzieci za kilka lub nawet kilkanaście lat? Wtedy bardzo trudno będzie nam określić indywidualną stopę inflacji.

Przyznam się szczerze, że ‚inflację konsumencką’ widzę i ‚czuję’ w budżecie domowym. Nie kalkuluję jej dokładnie. Jeśli chodzi o ‚inflację oszczędnościową’, to moją stopą inflacji jest wzrost/spadek cen mieszkań. Od czasu do czasu po prostu przeglądam rynek nieruchomości, notując ceny mieszkań w lokalizacjach, standardzie i metrażu, którym jestem potencjalnie zainteresowany. Wiem na przykład, że w trakcie ostatniego roku ceny ofertowe mieszkań praktycznie nie zmieniły się.

Takie uogólnienie w 100% mi wystarcza, nie czuję potrzeby liczenia stopy inflacji do drugiego miejsca po przecinku. Nie mam na nią żadnego wpływu. A jeżeli ceny mieszkań ‚zwariują’ w kolejnych czterech latach, to po prostu nieco przebuduję moją Strategię Inwestycyjną.

Dlatego do liczenia realnej stopy zwrotu mojego Portfela inwestycyjnego przyjmę uproszczenie w postaci stosowania inflacji CPI. Tak jest łatwiej – przyznaję. Dodatkowo MyFund.pl bardzo fajnie pokazuję wartość inflacji w danym okresie, więc łatwiej będzie policzyć realną stopę zwrotu. Liczenie indywidualnej stopy inflacji jest trudne, czasochłonne i również obarczone błędem. Decyduję się na stosowanie inflacji CPI do liczenia realnej stopy zwrotu świadomy słabych stron takiego rozwiązania. Jednocześnie będę pamiętał, aby regularnie kontrolować ceny mieszkań na rynku!


STUDIUM PRZYPADKU – WPŁYW INFLACJI NA OSZCZĘDNOŚCI


Część informacyjno-teoretyczną mamy za sobą 🙂 Teraz zobaczmy, na prostym przykładzie, jak naszym portfelom i oszczędnościom szkodzi inflacja. Na potrzeby przykładu muszę poczynić oczywiście kilka założeń – jak najbardziej realnych w obecnych warunkach rynkowych.


Założenia do przykładu:

  1. Na lokatę bankową przeznaczamy 10.000 zł.
  2. Co roku przedłużamy lokatę. Kwotę każdej kolejnej lokaty stanowi początkowe 10.000 zł i odsetki z lat poprzednich.
  3. Całkowity okres oszczędzania wynosi 5 lat.
  4. Stopa zwrotu z lokaty wynosi 2,00% brutto w skali roku. Jest to realne oprocentowanie, sam posiadam taką lokatę obecnie, co opisuję w ostatnim podsumowaniu wyników Portfela inwestycyjnego.
  5. Opodatkowanie zysków z lokat podatkiem dochodowym wynosi 19% – zgodnie ze stanem faktycznym.
  6. Inflacja wynosi 1,8% – zgodnie z danymi podanymi przez GUS. Zakładam, że sposób liczenia inflacji przez GUS nam odpowiada 🙂

Oprocentowanie lokaty wynosi 2,00% w skali roku. W 99% w taki sposób banki podają oprocentowanie lokat. Pytanie brzmi, jakia jest realna stopa zwrotu? 

Po pierwsze, zysk z lokat bankowych jest opodatkowany 19% podatkiem. Aby policzyć stopę zwrotu po opodatkowaniu musimy zastosować następujący wzór:

Stopa zwrotu po opodatkowaniu = Stopa zwrotu przed opodatkowaniem * (1 – stopa opodatkowania)

W naszym przypadku będzie to (procenty zamieniam na liczby):

0,02 * (1 – 0,19) =0,02 * 0,81 = 0,0162 = 1,62%

Stopa zwrotu po opodatkowaniu = 1,62%

Okazuje się, że po zapłaceniu podatku zwrot z naszej lokaty będzie wynosił 1,62%. Niestety, nie jest to jeszcze realna stopa zwrotu. Aby ją obliczyć, musimy uwzględnić inflację. Przyjęliśmy, że inflacja wynosi 1,8%, czyli tyle, ile podaje GUS. Inflacja wpływa na całą wartość naszych oszczędności, a nie tylko na zysk, dlatego też czasem inflację nazywa się ‚podatkiem od oszczędności’. Trudno polemizować z tym stwierdzeniem. Inflacja tak naprawdę ‚zżera nasze oszczędności’ i sprawia, że realna wartość naszych zarobków (siła nabywcza) spada.

Wzór na stopę zwrotu uwzględniającą inflację jest następujący:

Stopa zwrotu z uwzględnieniem inflacji = (Stopa zwrotu przed inflacją – stopa inflacji) / (1 + stopa inflacji)

W naszym przypadku (znowu procenty zamieniam na liczby):

(0,0162 – 0,018) / (1+ 0,018) = -0,0018 / 1,018 = -0,0018 = -0,18%

Stopa zwrotu z uwzględnieniem inflacji = -0,18%

Okazuje się, że lokata oprocentowana 2% w skali roku, realnie, po opodatkowaniu i uwzględnieniu inflacji, daje stratę -0,18%! Można przyjąć, że dzisiejsze oprocentowanie lokat jest na tak niskim poziomie, że nie ‚zarabia’ na pokrycie inflacji!

Stopy zwrotu przy przyjętych założeniach (aktualne rynkowe!):

Jeżeli na powyższych warunkach zainwestujemy 10.000 zł, to po roku nasz zysk wyniesie:

Po roku, gdy okres lokaty dobiegnie końca, na konto bankowe wróci 10.000 zł oraz odsetki (po opodatkowaniu) w kwocie 162 zł. Razem 10.162 zł. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że wartość pieniędzy (ile możemy za nie kupić) jest niższa niż przed rokiem – o wartość inflacji. Stąd realny zysk wyniósł -17,68 zł, czyli nasze początkowe 10.000 zł jest obecnie warte 10.000 zł – 17,68 zł = 9.982,32 zł (chociaż stan naszego konta wynosi przecież ciągle 10.162 zł!). Wartość oszczędności jest niższa niż przed rokiem!


Mówiąc inaczej, wyobraźmy sobie, że w momencie ulokowania środków na lokacie, nasz wzorcowy koszyk dóbr kosztuje 100 zł. Możemy więc kupić 10.000 zł / 100 zł = 100 koszyków dóbr.

Po roku otrzymujemy 162,00 zł odsetek po opodatkowaniu, czyli stan naszych oszczędności wynosi 10.162 zł.

Jednak inflacja w wysokości 1,8% spowodowała, że koszyk dóbr podrożał o 100 zł * 1,8% =1,80 zł. Czyli te same towary w koszyku dóbr kosztują 101,80 zł.

Jak już ustaliliśmy, po roku na koncie mamy 10.162 zł, czyli możemy kupić 10.162 zł / 101,80 zł = 99,82 koszyków!

Mimo, że na koncie mamy więcej pieniędzy, to możemy za nie kupić mniej! Podstępna ta inflacja, prawda?


W założeniach przyjęliśmy 5-letni okres inwestycji. Załóżmy więc, że przedłużamy lokaty przez kolejne lata, aż po 5 latach otrzymujemy:

Po podatku, który bank sam pobierze, po 5 latach uzbieraliśmy 836,67 zł odsetek. Na koncie mamy początkowe 10.000 zł + 836,67 zł odsetek. Razem 10.836,67 zł. Nie uwzględniliśmy jeszcze inflacji. Po jej uwzględnieniu realna wartość naszych oszczędnościach spadła o 88,10 zł! Czyli wynosi 9.911,90 zł! Mimo ulokowania pieniędzy na lokacie, w opisanych warunkach wartość oszczędności jest niższa, niż przed pięcioma laty!


Na ‚koszykach’ 5-letni okres inwestycji wyglądałby tak:

W pierwszym roku za 10.000 zł moglibyśmy oczywiście kupić 100 koszyków po 100 zł.

W 5 roku wartość naszych oszczędności wynosi 10.000 zł + 836,67 zł odsetek po opodatkowaniu = 10.836,67 zł

A co z ceną wzorcowego koszyka?

Po 1 roku koszyk kosztuje: 100 zł * 1,8% + 100 zł = 101,80 zł

Po drugim roku cena koszyka również wzrosła o 1,8%, ale liczone nie od 100 zł, tylko od 101,80 zł!

Czyli po 2 roku koszyk kosztuje 101,80 zł * 1,8% +101,80 zł = 103,63 zł

Dla kolejnych lat analogicznie:

Po 3 roku 103,63 zł * 1,8% + 103,63 zł = 105,50 zł

Po 4 roku 105,50 zł * 1,8% + 105,50 zł = 107,40 zł

Po 5 roku 107,40 zł * 1,8% + 107,40 zł = 109,33 zł

Czyli przy inflacji 1,8% po 5 latach za ten sam koszyk dóbr musimy zapłacić nie 100 zł, tylko 109,33 zł!

Ile kupimy koszyków za zgromadzone oszczędności z odsetkami z lokaty? 10.836,67 zł / 109,33 zł = 99,12 koszyków!

Wyliczenia potwierdzają wcześniejsze wnioski – mimo, że wydaje się nam, że na koncie przybyło nam pieniędzy, to możemy za nie kupić mniej! Realnie straciliśmy! Choć niewiele.


Deficyt… to słowo bardzo często pojawia się w mediach i w naszych dyskusjach. Wydaje nam się, że wszyscy wiedzą, a przynajmniej ‚czują’, czym deficyt jest…

Czym jest deficyt?
Jak jest liczony?
Gdzie kryją się „pułapki”?
Czy warto sobie nim zawracać głowę?

Poznaj odpowiedzi na powyższe pytania we wpisie: „Deficyt deficytowi nierówny…

 


CZYLI NIE WARTO INTERESOWAĆ SIĘ LOKATAMI?


Jak często słyszałeś, że oprocentowanie lokat jest tak niskie, że nie warto sobie nimi zaprzątać głowy? No właśnie, pewnie słyszałeś to nie raz, nie dwa.

Oprocentowanie lokat jest niskie – to prawda

Oprocentowanie podlega podatkowi – to prawda

Po zapłacie podatku zostaje tyle, że zarabiamy niewiele, albo wręcz tracimy, jak w powyższym przykładzie (ok. 1% w ciągu 5 lat, ale jednak to strata!) – to również prawda

Więc dlaczego miałoby się opłacać trzymać pieniądze na lokatach, skoro nic nie zyskujemy? Bo nie tracimy! Tak, lokaty zabezpieczają nasze oszczędności przed podstępnym działaniem ‚podatku inflacyjnego’.

Skoro nie warto zaprzątać sobie głowy lokatami, to zobaczmy co stanie się z naszymi oszczędnościami, jeżeli trzymalibyśmy je ‚w skarpecie’:

No właśnie… „Nie warto zakładać lokat na 2%, więc oszczędności będę trzymał na nieoprocentowanym koncie lub w gotówce w domu„. W rezultacie po 5 latach takiego ‚oszczędzania’ realna wartość 10.000 zł spadnie o 850 zł, czyli o 8,5%!

Pytanie brzmi, czy lepiej stracić 8,5%, czy ‚nie nie zarobić’? Mnie na tracenie pieniędzy nie stać, więc korzystam z lokat, aby zabezpieczać ‚bezpieczną część’ portfela inwestycyjnego przed działaniem inflacji.

W comiesięcznych podsumowaniach Portfela inwestycyjnego podaję jaką część oszczędności trzymam na lokatach oraz jakie są to lokaty – atrakcyjne oferty z bonusami pojawiają się bardzo często. Zauważ również, jak małą część oszczędności trzymam w gotówce (2,3% wartości portfela!). W razie nagłej potrzeby lokatę można szybko zerwać – środki są cały czas po ręką. Po prostu nie pozwalam inflacji na zżeranie moich ciężko zarobionych pieniędzy.


Listę najatrakcyjniejszych lokat (z których sam często korzystam!) możesz znaleźć na podstronie Lokaty.



STOP

Zapisałeś się już na listę wybrańców? 🙂

-> błyskawiczna informacja o nowych wpisach

-> informacja o zmianach wskazań barometru makro

-> informacja o wynikach portfela inwestycyjnego

 

 

Podziel się:

8 komentarzy

  1. Dawid   •  

    Inflacja niby prosta rzecz, przy lokatach łatwo to policzyć, ale przy kredycie nie jest już tak prosto.

    Mam kredyt RNS, gdzie realne oprocentowanie wynosi mi obecnie 1,32%, wiem że to bardzo mało, ale też mam środki, aby go spłacić. Czy bardziej opłaca mi się spłacić od razu czy trzymać środki na lokatach i spłacać normalnie co miesiąc?

    Pozostało mi jakieś 150k do spłaty.

    Z jednej strony przez inflację obecną (1,8%) rzeczy ze 150k podrożały na 152,7k. Więc licząc, że z 150k po roku mam 153k (lokata 2% netto) – koszt kredytu (1,98k odsetek) zostaje 151,02k, a to poniżej inflacji. Tutaj liczę tak samo jak dla lokat w artykule minus po prostu koszt odsetek. Więc niby jestem w plecy 1,68k.

    Z drugiej strony trzymając 150k na lokacie 2,5% (wyższej nie znajdę raczej) po roku będę miał 153k (2% netto lokata). Koszt kredytu wychodzi 1,98k do spłaty, więc teoretycznie jestem 1,02k do przodu po roku. Tzn. spłacając obecnie cały kredyt z gotówki mam 0 w portfelu, a nie spłacając mam po roku 1,02k.

    • Ponad Kreską   •     Author

      Przy takiej analizie jest już rzeczywiście zdecydowanie trudniej – inflacja działa niekorzystnie na oszczędności, ale ‚korzystnie’ na wartość kredytu do spłaty. Realnie wartość kredytu spada – niestety trzeba uważać na ryzyko wzrostu stóp procentowych, a w konsekwencji wzrostu odsetek!

      Nie wiemy jak w perspektywie całego kredytu kształtować się będą stopy procentowe. Zakładam, że w RNS (nie znam szczegółów tego programu) oprocentowanie to również marża + WIBOR? Rzeczywiście oprocentowanie jest tak niskie? 1,32% z uwzględnieniem dopłat? Kiedy dopłaty się skończą?

      W rezultacie nie wiemy, jaka będzie w całym okresie kredytowania rata kredytu oraz jakie będzie oprocentowanie lokat bankowych.

      W programie MdM była ograniczona możliwość wcześniejszej spłaty – to również warto sprawdzić w RNS. W MdM był okres, w którym nie można było nadpłacać kapitału, ani wcześniej spłacić całego kredytu – traciło się wówczas całe dofinansowanie. Być może istnieją dodatkowe prowizje za wcześniejszą spłatę kredytu?

      Całość można sprowadzić do kilku punktów:

      1. Czy wcześniejsza spłata wiąże się z dodatkowymi kosztami? (prowizja, utrata dofinansowania itp.)

      2. W uproszczeniu, jeżeli oprocentowanie lokat netto (po podatku!) jest wyższe od oprocentowanie kredytu, to bardziej opłaca się trzymać środki na lokatach – odsetki z lokaty przewyższają odsetki kredytu. Dodatkowo na oszczędności z czasem zacznie działać zjawisko procentu składanego.

      3. Wcześniejsza spłata kredytu może wiązać się z uwolnieniem od ‚ciężaru psychicznego’ – niektórzy po prostu nie lubią mieć zobowiązań, wolą ‚czystą głowę’

      4. Czy rata kredytu mocno ciąży na budżecie domowym?

      5. Może warto część środków trzymać jako ‚poduszkę finansową’, a nie przeznaczać całości na spłatę kredytu?

      Sprawa jest mocno indywidualna, zależy od konkretnych zapisów w umowie kredytowej, od kształtowania się inflacji i stóp procentowych przez cały okres kredytowania (praktycznie nie do przewidzenia) oraz od indywidualnego nastawienia (niektórzy wolą szybko spłacić kredyt i mieć święty spokój, mimo, że inne rozwiązanie byłoby korzystniejsze finansowo).

      Temat był mocno poruszony na blogu http://www.jakoszczedzacpieniadze.pl:
      http://jakoszczedzacpieniadze.pl/wczesniejsza-splata-kredytu

      Uwzględnione wiele czynników, pliki w excelu do własnych analiz. Kopalnia wiedzy w tekście i w komentarzach – polecam!

      • Dawid   •  

        Bardzo dziękuję za odpowiedź. Sprawdziłem w panelu i pokazuje – Stopa oprocentowania 1,35%, więc minimalnie wyższe niż podałem, ale to nic nie zmienia. Kredyt był brany w czasach niższych marż – ma marżę 1,12%, gdzie obecnie ciężko znaleźć coś poniżej 2%. RNS działa tak, że przez 8 lat Państwo dopłaca połowę odsetek do kredytu – stąd tak niskie oprocentowanie 1,35% obecnie. Oczywiście mam świadomość wzrostu stóp procentowych, tylko że wtedy pewnie też urosną lokaty. Jak na razie przez okres blisko 5 lat straty oprocentowanie było na podobnym poziomie jak podałem (niskie stopy od dłuszego czasu), a lokaty sporo wyżej tej wartości.

        Na chwilę obecną zostały mi jeszcze 3 lata z tych 8 dofinansowanych i po tym czasie myślę, że optymalnie będzie spłacić kredyt. Mam możliwość wcześniejszej spłaty bez prowizji – to akurat sprawdziłem 🙂 Poza tym chcę dokonać spłaty właśnie na koniec dofinansowania, więc już będzie po fakcie i tak.

        Przemyslalem temat i moim zdaniem niesplacenie jest lepsze. Wg. Mnie poprawnie liczy sie zysk z lokaty minus koszt kredytu. Inflacje mozna odjac, ale od samego zysku. Dlaczego? Ano dlatego, ze koszt mojego mieszkania nie zwiekszy sie. Nawet jak inflacja bedzie 100% to bede mial do oddania nadal tyle kapitalu ile pozyczylem (plus odsetki oczywiscie). Oczywiscie wtedy tych kilka stow ktore zostana z lokaty jest warte mniej (o inflacje wlasnie), ale tylko ten zysk, bo reszte przeznaczam na splate kredyu ktory nie urosnie, wiec jego inflacja nie dotyczy.

        Aha co do oszczednosci, to mam wiecej, napisalem, ze zostanie mi 0zł w portfelu tylko dla symulacji – tak aby 2 warianty rozwazyc i wziac pod uwage jedynie srodki na splate/nie splate.

        Dziekuje za link, tamtego bloga tez znam, zapoznam sie z artykulem w wolnej chwili.

        • Ponad Kreską   •     Author

          To co napisałeś jest istotne:
          „Oczywiście mam świadomość wzrostu stóp procentowych, tylko że wtedy pewnie też urosną lokaty”
          To prawda

          Tylko zazwyczaj koszt kredytu > zysku z lokat 🙂

          W Twoim przypadku obecnie może być odwrotnie (lokaty > kredyt) ze względu na dopłaty RnS. Po okresie dopłat sytuacja pewnie się zmieni i wtedy koszt kredytu zacznie przewyższać zyski z lokat. Ale to już zauważyłeś pisząc:

          „Na chwilę obecną zostały mi jeszcze 3 lata z tych 8 dofinansowanych i po tym czasie myślę, że optymalnie będzie spłacić kredyt.”

          Na pewno po okresie dopłat warto będzie wszystko przeliczyć raz jeszcze i wtedy podjąć decyzję – zdążą się zmienić warunki rynkowe, pewnie Twoja osobista sytuacja też nieco ulegnie zmianie.

          Jak widać po dyskusji na blogu http://www.jakoszczedzacpieniadze.pl sprawa nie jest tak oczywista. Bardzo dużo zmiennych, ukrytych opłat (prowizja za spłatę, opłata za konto bankowe), kwestie indywidualnego podejścia (obciążenie budżetu ratą, świadomość posiadania zobowiązania).

          W każdym razie cieszy, że masz „problem” czy spłacać kredyt, czy oszczędzać, a nie skąd wziąć środki na kolejną ratę 🙂

          • Dawid   •  

            Tak, wiem, że dobrze mieć takie problemy 😉

            Kosztów dodatkowych na szczęście u mnie nie ma. Konto jest darmowe, nie ma żadnych prowizji itp. za wcześniejszą spłatę. Jedyny koszt dodatkowy to ubezpieczenie co roku mieszkania, czyli jakieś 100 zł, ale to nie jest duża kwota i mam w tym ubezpieczone mieszkanie, więc to w zasadzie można nawet pominąć.

            Do przemyśleń i kalkulacji zainspirował mnie ten artykuł prawdę mówiąc. Wcześniej była rzekomo deflacja, więc nie było większego problemu. Teraz pojawiła się inflacja i zacząłem się zastanawiać 🙂

  2. Pingback: Ponad Kreską – Podsumowanie portfela – luty 2017

  3. Pingback: Ponad Kreską – Ujemna stopa procentowa – tracimy na lokatach!

  4. Pingback: Ponad Kreską – Dane makro za maj 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *